Rekrutacja-on-line

Aktualności

Godziny Pracy

Uprzejmie informujemy, że w dniach od 28 kwietnia 2017 roku do 3 maja 2017 roku Uczelnia będzie nieczynna.

Wykład gościnny

W dniu 22 kwietnia 2017r. o godzinie 13.40 w sali 29/30 odbędzie się wykład gościnny przedstawiciela firmy SONEL - mgr inż. Marka Michalskiego

26 lutego 2017 r. (niedziela) Uczelnia będzie nieczynna.

Informujemy, iż w dniu 26 lutego 2017 r. (niedziela) Uczelnia będzie nieczynna.

Ubezpieczenie NNW Studentów

Wszyscy studenci, którym skończyło się ubezpieczenie dnia 30 września 2016 r. oraz studenci z nowego naboru powinni ubezpieczyć się od Następstw Nieszczęśliwych

Studia podyplomowe WSIZ & IBM

Nowe kierunki studiów podyplomowych

więcej

Rzetelna Firma

Akademia Cisco

Akademia Cisco

Wirtualny dziekanat

Praktyki zagraniczne

Studenckie zagraniczne praktyki zawodowe


Zagraniczne studenckie praktyki zawodowe dofinansowywane ze środków unijnych są realizowane po pozyskaniu przez Uczelnię  dofinansowania. Informacje w tym zakresie są przekazywane studentom w sposób przyjęty w Uczelni – Wirtualny Dziekanat. Dodatkowych informacji udzielają opiekunowie praktyk kierunków studiów.


Zapraszamy do udziału w programie zagranicznych studenckich praktyk zawodowych!

Opinie studentów:


Praktykę zagraniczną odbyłem w firmie NewVoiceMedia, która znajduje się w miejscowości Torquay. Sama miejscowość jest usytuowana tuż nad brzegiem morza i posiada wiele atrakcji turystycznych. Dzięki praktyce miałem możliwość pracowania wśród programistów, tworzących różnorodne oprogramowanie dla potrzeb biznesu oraz poznać tradycje i obyczaje mieszkających tam ludzi. Ponadto mogłem sprawdzić i polepszyć znajomość języka angielskiego. Podczas 15 tygodniowej pracy w firmie, nauczyłem się programować w .ASP, tworząc i rozwijając różne projekty takie jak np. graficzny system analizujący przychodzące informacje z interpretera rozmów telefonicznych. Ciekawym doświadczeniem była praca wśród międzynarodowych programistów, a zlecane projekty wymagały współpracy z nimi na poziomie językowym jak i programistycznym. Spotykanie studentów z innych krajów, pozwoliło mi dowiedzieć się kilku ciekawych informacji o ich tradycjach narodowych oraz spędzić wolny czas w miłej atmosferze. Uważam, że dzięki wyjazdowi na praktykę nauczyłem się kilku nowych rzeczy oraz polepszyłem swój język i zdobyłem nowe doświadczenia w pracy zawodowej.

Tomasz

Witam... W tym roku brałem udział w praktykach zagranicznych w Anglii i ogólnie to jestem bardzo zadowolony z tego wyjazdu. Po pierwsze można było podszlifować język, a po drugie myślę, że jest to ciekawsza forma praktyki niż zwykła robota w Polsce : Jeżeli chodzi o samą pracę to tutaj było dość różnie i każdy z nas miał trochę inną sytuację. Niektórzy siedzieli cały dzień i mieli pełno roboty, a inni cały dzień się obijali : No ale jak by komuś bardzo przeszkadzał fakt, że nie robi za wiele to zawsze można było się pokłócić o zmianę pracy… Myślę, że następna grupa będzie już miała lepiej weryfikowane miejsca pracy wiec z tym nie powinno być już większego problemu. Ogólnie było parę problemów organizacyjnych i przy współpracy z TTPL (organizacja, która zajmowała się nami w Anglii), ale wydaje mi się, że po doświadczeniach z naszego pobytu uczelnia postara się zorganizować to wszystko trochę lepiej. Jeżeli chodzi o miejscowość, w której siedzieliśmy, to jest to rewelacyjne miejsce (szczególnie w środku sezonu) może, plaże, palmy i pełno turystów : Aż człowiek żałował, że musi siedzieć w robocie : Pod koniec sezonu zaczyna się robić lipa z pogodą i trzeba się liczyć z tym, że wtedy kiedy akurat będzie się miało wolny czas i chęć wypadu na plażę to zacznie padać deszcz i wtedy pozostanie jedynie opcja imprezy w domu : Co do mieszkania to tutaj znowu zależało jak się trafi… Ogólnie nie ma co liczyć na jakieś wielkie luksusy, ale też narzekać raczej nie można… Rodzinki zazwyczaj były sympatyczne, chociaż był też przypadek, że jeden koleś miał problemy z rodziną, u której mieszkał, bo wszystkiego się czepiali i stwarzali dziwne problemy… W takiej sytuacji trzeba jak najszybciej reagować i starać się zmienić mieszkanie bo inaczej może wyjść na to, że to ty stwarzałeś problemy i cała winę będą próbować zwalić na Ciebie… Ja osobiście nie mogłem narzekać na rodzinkę bo byli zupełnie bezkonfliktowi : Jedna ważna sprawa… jeżeli ktoś chciał by mieć dostęp do neta w domu to nie bardzo można liczyć na to, że będzie korzystał z kompa rodziny, u której mieszka, bo z tym różnie bywa… Warto zaopatrzyć się w laptopa z karta radiową i do tego jakąś dobrą zewnętrzną antenkę… z doświadczenia wiem, że łatwo jest dorwać darmowy necik prawie w całym mieście jeżeli ma się do dyspozycji taki zestawik : to chyba wszystko z ważniejszych informacji… Resztę dowiecie się od WSIZ albo przekonacie się sami już na miejscu : Pozdrawiam.

Robert

Praktyki odbyłem w miasteczku Plymouth. Znajduje się ono ok. 350 mil na południowy-zachód od Londynu. Gdy tylko przyjechaliśmy na stacji autobusowej czekali już na Nas ludzie u których mieliśmy mieszkać. Po zapakowaniu wszystkich bagaży do samochodu Daren - Anglik u którego mieliśmy się zatrzymać zafundował nam szybkie zwiedzanie miasteczka, które swoją drogą było całkiem spore i bardzo ładne.

Miejscem moich praktyk był Plymouth College Of Further Education. Na początku nie były to praktyki jakich się spodziewałem ponieważ uczelnia zakupiła ok. 700 komputerów na których trzeba było zainstalować obrazy systemowe. Trwało to prawie miesiąc. Po tym czasie ja i Andrzej zostaliśmy przeniesieni (dzięki rozmowie Andrzeja z naszym przełożonym) do działu programowania. Programowaliśmy w PHP i MySqlu , a dokładniej rzecz biorąc Andrzej programował a ja się dopiero uczyłem. Po skończeniu pierwszego projektu który zajął Nam (bardziej Andrzejowi) ok. 2 tyg. dostaliśmy następny, w którym miałem już znacznie większy wkład. W dziale tym zostaliśmy do końca Naszego pobytu w Anglii tworząc różne projekty dla PCFE. Dzięki tym praktykom bardzo polepszyła mi się znajomość języka angielskiego, poznałem dużo interesujących ludzi, no i nauczyłem się programować (dzięki Andrzej).

Generalnie wyjazd wspominam bardzo dobrze, gdyż na szczęście nie miałem żadnych problemów jeśli chodzi o miejsce odbywania praktyk jak i zakwaterowanie. Niestety nie wszyscy mieli tyle szczęścia … Jedyna rzeczą która według mnie byłą zbędna to usługi TTPS - jest to organizacja która miała pomagać Nam w razie jakichkolwiek problemów związanych z miejscem praktyk, jak i zakwaterowaniem. Jak dla mnie nie za specjalnie się wywiązywali ze Swoich obowiązków, chodź niektórzy będą innego zdania. Podsumowując wyjazd ten był dla mnie bardzo miłym i fajnym doświadczeniem.

Dawid

Przygotowania do wyjazdu zaczęły się od zajęć kulturalno-językowych. Przydatność tych zajęć, jak dla mnie nie była byt wielka. Zabrakło w nich native spikera, aby można było choć trochę osłuchać się z językiem angielskim w takiej postaci, w jakiej przez najbliższe 3,5 miesiąca mieliśmy do czynienia.

Przed samym wyjazdem spotkania z panią psycholog miały nas przygotować do pobytu na obczyźnie. Czy tak się stało, ciężko powiedzieć. W tej kwestii także (niestety) nie widzę przydatności takich spotkań, może jednak komuś one pomogły.
Podróż była baaardzo długa i baaardzo męcząca. Wyjeżdżaliśmy około godz. 15:00 w sobotę, na miejscu w Plymouth byliśmy około 22:00. Taki rodzaj podróży zdecydowanie odradzam. Zdecydowanie wygodniej, szybciej i taniej można odbyć podróż tanimi liniami lotniczymi. Zwiedzać po też za wiele się nie da, chyba że ktoś lubi oglądać autostrady :-).

Po przybyciu na miejsce obraz zarysował się dużo lepiej. Gospodarz domu okazał się być bardzo miłym człowiekiem, warunki mieszkaniowe były bardzo dobre. Do dyspozycji mieliśmy salon, kuchnię, 2 łazienki, oraz 2 pokoje na trzy osoby, mogliśmy korzystać z całego wyposażenia w domu - po prostu pełna swoboda, oczywiście oprócz zaglądania do cudzych pokoi. Przez cały pobyt w Anglii nie mieliśmy żadnych problemów z miejscem zamieszkania.

W pracy początkowo traktowano nas, jak ludzi, którzy na niczym się nie znają. Nasza praca polegała na wypakowywaniu komputerów z pudełek, wczytywaniem imagea na dysk, spisywaniu numerów seryjnych i pakowaniu komputrów z powrotem do pudełek. Po około miesiącu i kilku rozmowach z pracodawcą, okazało się, że organizacja, która się nami opiekowała (TPPL) nie przedstawiła konkretnych wymagań odnośnie naszych praktyk. Pracodawca zgodził się w końcu, abyśmy zajęli się programowaniem w PHM i MySQL, tak więc pracę, po początkowych problemach, mieliśmy bardzo dobrą. Poznaliśmy kilka osób, z którymi często spotykaliśmy się w pubach, kinie, etc., "szlifując" przy okazji angielski i poznając obyczaje panujące w Wielkiej Brytanii.

Miasto, w którym przebywaliśmy (Plymouth) jest dosyć ładne i ciekawie położone. Przez około 1,5 miesiąca często wychodziłem zwiedzać okolice oraz odpocząć nad brzegiem morza. Nad morzem znajduje się przepiękne miejsce, które nazywa się HOE i które było najczęściej odwiedzanym przeze mnie miejscem. Ogromny trawnik i wspaniały widok sprawiały, że nie można było się oderwać od tego miejsca, doskonale także się tam odpoczywało.

O powrót do Polski zadbałem około 3 tygodnie wcześniej, więc udało mi się zarezerwować bilet z Londynu do Wrocławia za 26 funtów (czyli taniej, niż autobusem). Męcząca była jedynie podróż z Plymouth do Londynu (około 8 godzin). Cała podróż powrotna trwała około 14 godzin.

Całość oceniam bardzo pozytywnie ze względu na zdobycie doświadczenia zawodowego, otrzymanie dokumentu Europass Mobility, nawiązanie nowych znajomości, polepszenie znajomości języka angielskiego. Można także ten wyjazd potraktować, jako swego rodzaju wakacje. Negatywnie oceniam jedynie pracę organizacji TPPL, która miała się nami opiekować, lecz nie wywiązywała się ze swoich obowiązków - nie określiła jasno wymagań odnośnie praktyk, miejsce zakwaterowania było oddalone od miejsca pracy o ponad 5km. Zdarzało się, że próbowano nas zastraszyć odesłaniem do Polski i pokryciem kosztów całego przedsięwzięcia. Organizacji tej zdecydowanie nie polecam i szczerze powiedziawszy uważam, że organizacje tego typu są całkowicie zbędne. Moim zdaniem lepiej byłoby, gdybyśmy sami mogli decydować, gdzie chcemy mieszkać i pracować, uniknęlibyśmy wówczas wielu niepotrzebnych nieporozumień i sytuacji stresujących.

Dla zainteresowanych umieściłem zdjęcia z podróży i pobytu w Wielkiej Brytanii w serwisach http://plymouth.7u.pl/ oraz http://torquay.prv.pl/ jeszcze niekompletne, ale w wolnych chwilach postaram się uzupełnić.

Andrzej

Zacznę od tego, że bez względu na wszystkie niedociągnięcia uważam wyjazd za bardzo udany i nie żałuje że zdecydowałem się jechać. Cały wyjazd zaczął się od ogromnej dawki stresu. Już na zajęciach organizacyjnych panie organizujące cały wyjazd nie skąpiły nam tematów do rozmyślań (np. zbieranie rachunków i oddawanie pieniędzy których wydania nie będziemy mieli udokumentowanego). Sama droga do Anglii ( i z powrotem) to był koszmar, do Londynu ponad dwadzieścia godzin a potem jeszcze z Londynu około pięciu. Po przyjeździe do Torquay po krótkim powitaniu rozeszliśmy się wszyscy do samochodów swoich "hostów". Ja dostałem "w przydziale" starszą panią, emerytowaną sekretarkę, która okazała się bardzo miła i co najważniejsze bardzo pomocna. Już w pierwszy dzień usiadła ze mną rozłożyła plan miasta i pokazała mi co ciekawsze miejsca i najtańsze sklepy. Zakwaterowanie miałem rewelacyjne ponieważ dzieliłem kuchnie i łazienkę z innymi studentami z zagranicy a właścicielka domu miała swoje własne. Całe piętro domy było przeznaczone dla studentów z zagranicy. Jeżeli chodzi o prace to trafiłem jeszcze lepiej. Pierwszy dzień był straszny. Wszyscy byliśmy bardzo przestraszeni ale na szczęście była nas czwórka więc było raźniej. Ludzie w pracy okazali się bardzo mili a co szczególnie mi się podobało traktowali nas jak normalnych pracowników. Zadania nam przydzielone nie były to "jakieś coś żeby zająć studenta" tylko były to normalne projekty firmy, które zostały przez nich wykorzystane. Po pewnym czasie wszyscy się do siebie przyzwyczailiśmy. Nawet na pożegnalnym piwie żartowaliśmy razem z tego jacy byliśmy przerażeni na początku. Co do organizacji przyjmującej to mam same pozytywne wrażenia. Co prawda nie potrzebowałem od nich nigdy żadnej pomocy, a słyszałem że z tym był problem, to uważam że TTPL było w porządku. Najbardziej z tego co robili podobały mi się spotkania przez nich organizowane. Można było poznać studentów z innych krajów. Panie z TTPL przedstawiały nas sobie a potem siedziały i pilnowały czy rozmawiamy ze sobą po angielsku. Musze przyznać że trochę brakuje mi ludzi których tam poznałem, szczególnie ludzi z pracy z którymi spędziłem naprawdę dużo czasu i z którymi czułem się naprawdę dobrze. Jeżeli chodzi o to co mogę przekazać ludziom którzy też się tam wybierają to chyba przede wszystkim to, że nie ma się czego bać ludzie tam są naprawdę mili i zawsze chętni do pomocy. Polecam, taki wyjazd to naprawdę świetna przygoda i kupa ciekawych doświadczeń.

Jakub

Palmy, plaże, setki jachtów, strome klify … tworzą egzotyczny i niepowtarzalny krajobraz Torbay (Riwiery Angielskiej).

W takiej fantastycznej scenerii część z nas miała okazję spędzić 3,5 miesiąca, które na zawsze pozostaną w pamięci.

W tym miejscu należą się podziękowania organizatorkom wyjazdu, bez pracy których nie miałabym możliwości zdobycia doświadczenia zawodowego w profesjonalnej informatycznej firmie (New Voice Media) w Anglii.

Jednak wyjazd w ramach Leonardo to nie tylko możliwość pracy, ale też okazja do poznania Anglii, zwiedzania, znienawidzenia autokarów, w których podróż w jedną stronę trwa 27 godzin :, nawiązania przyjaźni ze studentami z różnych zakątków świata, poznania rynku pracy na Zachodzie, nawiązania kontaktów zawodowych i zwiększenia swojej szansy na dobrą pracę w niedalekiej przyszłości.

Małgorzata

Miejsce pracy

Pracowałem na uniwersytecie w Plymouth w dziale Multimedia. W miejscu gdzie uczy się wielu studentów - angielskich, jak i zagranicznych. Zadaniem mojego działu było multimedialne wspieranie całego uniwersytetu, począwszy od tworzenia prostej grafiki, po zaawansowane pokazy i prezentacje aż po cyfrowe nagrywanie i przetwarzanie wykładów wraz z dodatkami multimedialnymi, które były umieszczane w sieci dla ułatwienia nauki studentom.
Organizacja pracy w moim dziale była na wysokim poziomie. Każdy pracownik miał swoje stanowisko pracy, każdy zajmował się tym w czym był dobry. Można było korzystać z większości urządzeń, a nad wszystkimi pracownikami czuwał zawsze uśmiechnięty szef. Atmosfera w biurze była miła, pracownicy z chęcią ze sobą współpracowali przy tworzeniu projektów. Zawsze można było liczyć na czyjąś pomoc.

Organizacja odpowiedzialna za nas w Anglii

Załatwili nam wprawdzie dobrą pracę i dobre zakwaterowanie, ale nie jestem zadowolony z ich opieki nad nami. Wprawdzie ja jej nie potrzebowałem, lecz mój kolega tak. Organizacja zamiast zająć się problemem, próbowała się problemu pozbyć wysyłając go do Polski. Te zdarzenia, które dotknęły mojego kolegę były nieprzyjemne i zraziły mnie do tej organizacji.

Podsumowanie

Ogólnie z praktyk jestem zadowolony. Przywiozłem do Polski bagaż doświadczeń jak i wiele miłych wspomnień. Mimo iż jestem za tym że 15 tygodni to za długo, ale i tak momentami chciałbym się znaleźć z powrotem w Anglii.

Tomasz

Jak się przygotować na wyjazd?

Jeśli ktoś po raz pierwszy wyjeżdża za granicę na dłuższy czas (tak jak to miało miejsce w moim przypadku), pewnie ma mały "zgryz" co ze sobą zabrać. Pakuje więc pełno ciuchów, przyborów oraz jedzenia, a potem targa za sobą torbę ważącą 40kg... Duży błąd. Na wyjazd 3-miesięczny potrzeba tyle samo bagażu jak na wyjazd 3-tygodniowy... Jak to już ktoś powiedział "nie jedziemy do buszu";) Mieszkanie jest u rodziny, więc jest dostęp do pralki, łazienki, kuchni, itp. Nie ma co się szarpać z 5 parami spodni i 20 konserwami w torbie;) Dobrze jest też zabrać ze sobą trochę euro, jeśli podróż odbywa się autobusem.

Podróż.

Przekonajcie organizatora (szkołę), że chcecie lecieć samolotem. Na miejscu spotkałem praktykantów z innych krajów i każdy krótko mówiąc śmiał się, że musieliśmy jechać taki kawał autobusem... 20 godzin w podróży (+ 4h po przesiadce) nie jest miłą perspektywą zważywszy na to, że tą samą drogę można pokonać w 1,5h!!! Przy wcześniejszej rezerwacji koszt przelotu samolotem wynosi tyle samo co bilet autobusowy...

Na miejscu.

No cóż, język angielski wypada odrobinę znać, żeby chociaż zapytać się o drogę czy kupić bilet. Jeśli ktoś nie miał do tej pory kontaktu z native speakerem, może mieć na początku niemiłe uczucie, że ci wszyscy ludzie naokoło mówią w innym języku niż angielski, ale to mija;) Po kilku dniach można się przyzwyczaić, a po dłuższym okresie akcent nie stanowi już większego problemu. Anglicy to ogólnie dość życzliwy naród i szczerze mówiąc to, że cały czas wszyscy naokoło byli tacy mili i przyjaźni sprawiło, że można było poczuć się jak na wakacjach a nie w pracy;) Praca to standardowo jak dla anglików 9.00-17.00 z długą przerwą na lunch gdzieś pośrodku. Bardzo fajny system, można się wyspać i w ogóle... Gdyby tylko praca była jeszcze płatna...;) No właśnie, praktyki z założenia są darmowe i radzę się nie nastawiać na to, że pracodawca sypnie na koniec funtami (chociaż znam i takie przypadek...). Ale nikt wam nie broni znaleźć sobie pracy na pół etatu wieczorem lub w weekendy. Wystarczy się zarejestrować i poszukać, da radę coś znaleźć. Minimum krajowe to w tej chwili 5,05 funta/h.

Podsumowując.

Jako, że Leonardo jest unijnym programem, trzeba się nastawić na sporo papierkowej roboty - raporty, sprawozdania, itp. Ale dzięki temu jest dofinansowanie i można wyjechać praktycznie za darmo. Jeśli znasz język angielski na średnim poziomie i chcesz się podszkolić, taki wyjazd jest ku temu najbardziej odpowiedni. Można zdobyć duże doświadczenie w pracy. Można zwiedzić przy okazji ciekawe zakątki Anglii. Właściwie to nie ma co się rozpisywać, wyjazd jest bardzo korzystny i jeśli tylko możecie wyjechać, to proponuję to zrobić, bo naprawdę warto.

Mariusz

Od początku byłem zainteresowany wyjazdem na specjalizacyjne praktyki zagraniczne. Początkowo miała to być Szkocja, skończyło się na Anglii. Podróż nie należała do najprzyjemniejszych bo jechaliśmy autokarem z Wrocławia do Londynu a następnie z Londynu do regionu Torbay, razem jakieś 26 godzin. Okazało się, że trafiliśmy w super miejsce. Ja trafiłem do miejscowości Paignton która była oddalona od drugiego miasteczka Torquay o jakieś 5 mil. Mieszkałem w tym mieście jako jedyny Polak z naszej grupy z WSIZ. Jeśli chodzi o moje zakwaterowanie, to nie mogę powiedzieć o nim ani jednego złego słowa. Dom położony był nie dalej niż 30 metrów od morza. Mieszkanie było wyposażone we wszystkie niezbędne sprzęty, a wszystko co znajdowało się w domu, było do mojej dyspozycji. Z moją Hostmother dogadywałem się bez problemów, tak więc w krótkim czasie poczułem się jak u ciotki. Do miejsca pracy miałem bardzo daleko - całe 200 metrów :)

Seafare Products Limited zajmowała się produkcją marynowanych owoców morza a moim zadaniem było stworzenie witryny internetowej firmy a także witryny internetowej dla Restauracji. Zajmowałem się także rozwiązywaniem bieżących problemów napotykanych podczas pracy z komputerami i siecią komputerową. Niestety nie była to firma typowo z dziedziny IT, jak to nas na początku zapewniano przed wyjazdem, więc moje umiejętności poszerzyły się o udoskonalenie umiejętności z zakresu programowania w PHP, podstaw ASP czy tworzenia grafiki na potrzeby WWW. Atmosfera w pracy była bardzo fajna i luźna także z tym nie było najmniejszego problemu. Niewątpliwym atutem było to, że przebywając ciągle w nowym środowisku, na każdym kroku udoskonalać można język angielski. Zapewniam wszystkich, że słownictwa i pewnych zwrotów nie sposób nauczyć się na kursie czy na uczelni. Pomijając pewne niuanse związane z rodzajem wykonywanej pracy, można śmiało powiedzieć, iż wyjazd do Anglii był bardzo ciekawym i pouczającym doświadczeniem, pozwalającym sprawdzić się w nowym środowisku i nowym kraju. To także doskonałe wakacje, które przez większość lata pozwalają cieszyć się iście tropikalnym krajobrazem i naprawdę piękną pogodą.

Lekkim problemem po powrocie jest ilość materiału do nadrobienia - niestety wyjechaliśmy bardzo późno bo dopiero w sierpniu i zamiast rozpocząć rok akademicki tak jak wszyscy, to pierwsze zajęcia odbyłem 21 listopada. Ponoć w przyszłym roku ma być lepiej…

Podsumowując, gorąco polecam.

Sebastian

Jeśli chodzi o moje wrażenia z praktyki w Wielkiej Brytanii, to nie należą one do najlepszych. Nie zaliczam tego wyjazdu do całkowicie nieudanego, jednak jeśli chodzi o moje oczekiwania z nim związane, to wielce się rozczarowałem.

Prawie całkowicie negatywnie oceniam postawę The Training Partnership.

Na początku miałem dosyć poważne problemy ze zmianą miejsca zamieszkania, gdyż za każdym razem, gdy informowałem TTP o chęci zmiany, mówiono mi, żebym się niczym nie przejmował a następnego dnia dowiadywałem się od mojego "Host Fathera" że TTP dzwoniło do niego i mówili, że podobno ciągle narzekam im na warunki w jakich mieszkam, przez co cała rodzina miała do mnie potem jakieś wyrzuty.

Na szczęście, gdy w końcu podałem im miejsce, gdzie chciałbym się przenieść (podobno, to oni mieli się tym zajmować) byli łaskawi przenieść mnie do innego mieszkania.

Podobnie sprawa wyglądała z miejscem pracy... nie ma to, jak malować nowe biuro szefa w związku z praktyką informatyczną.

Nic tylko się cieszyć, że w ogóle mam co robić. Na szczęście po zgłoszeniu tego faktu (przez moich kolegów) do TTP, zadzwonili oni do mojego szefa informując go, że malowanie nie jest częścią moich obowiązków (Właśnie dlatego użyłem wyrazu prawie, przy ocenie TTP).

Lecz mimo wszystko, gdyby nie to, ze poprosiłem kolegów, żeby zgłosili, to jak wygląda moja praca pewnie było by inaczej ponieważ szef nie raczył poinformować mnie, że TTP zabroniło mu wykorzystywać mnie do malowania biura.

Suma sumarum, gdy powiedziałem mu, że TTP dzwoniło i powiedziało mi, ze mam dla Ciebie nie malować usłyszałem: Do Ciebie też dzwonili? Nie przejmuj się, bo nic nie musimy im mówić. Ty będziesz nadal malował i nikt się o tym nie musi dowiedzieć.

!?!?!!!?!?!!?

Na szczęście wyłożyłem mu w skrócie, co sądzę o malowaniu... więc stwierdził, ze dobra... nie muszę malować... zamiast mnie pomaluje Niemka (także na praktyce z TTP).

To niestety nie był koniec moich radosnych perypetii z szefem. Ponieważ według niego skoro malowanie nie należy do moich obowiązków, to sprzątanie poprzedniego biura na pewno należy.

Przez okres praktyki raz na jakiś czas musiałem sprzątać lodówkę, odkurzać, czy wykonywać inne informatyczne zadania (nie licząc codziennego parzenia kawy i biegania po śniadanie do Mac (kurcze) Vana...

Uczelnia oczywiście także została parokrotnie poinformowana o mojej sytuacji (raporty) jednakże nikt najwidoczniej nie był tym zainteresowany.

Mój pracodawca oczywiście nie był taki zły. Po 12 godzinach pracy dawał mi dzień wolny, a nawet czasem zabierał na śniadania biznesowe, ale niesmak pozostaje...

Tak czy owak nie było najgorzej, praktykę odbyłem (może nie moich marzeń, ale zawsze coś), sporą wiedzę zdobyłem, zwiedziłem bardzo ciekawy kraj i mocno podszkoliłem się w języku angielskim.

Pozdrawiam

Mateusz

Będąc na szóstym semestrze, dowiedziałem się ze jest możliwość wyjazdu na praktyki do Anglii. Lecz jakoś sceptycznie do tego podszedłem, nie interesowało mnie to. Dopiero później jak powiedziałem to swojej dziewczynie, namawiała mnie abym pojechał. Nie mogłem się do tego przekonać. Wyjazd za granice, niby nic trudnego przecież byłem już w USA przez cztery miesiące. Później kolega z roku Krzysiek tez zaczął mówić żebym się zaczął starać, a może cos z tego wyjdzie. Wiec zacząłem czytać więcej na ten temat, a później zacząłem wypełniać papierki potrzebne, aby się zapisać na ten wyjazd. Z ledwością zdążyłem się uporać z tymi papierkami, dosłownie na ostatnia chwile. Później było już lepiej, spotkanie, rozmowa z komisja a później test z anglika. Jakoś poszło, przeszedłem i dostałem się na te praktyki. Na początku to wszystko było jakoś zorganizowane, dopiero później jak czekaliśmy na nasze vouchery to się zaczęła jazda. Grupa jadąca tydzień później od nas miała już wszystko załatwione tylko my nie. Zaczęło się jeżdżenie w ta i z powrotem. Wiem ze wszyscy chcieli, aby to było dopięte na ostatni guzik, ale dla mnie to wyglądało jak jedno wielkie nieporozumienie. Teraz wiem ze mogę winić naszego partnera w Anglii. Szkoła chciała zrobić jak najlepiej, ale średnio jej to wyszło. Ja razem z Krzyśkiem musieliśmy czekać do ostatniego dnia, aby dowiedzieć się gdzie będę mieszkał i pracował. Uważam, że szkoła zabrała się do tego troszeczkę za późno, ale co było powodem tych oporniej tego nie wiem. Wiem tylko ze musicalem się troszeczkę najeździć, to trzeba było cos dowieść, cos podpisać, mnie to trochę nie pasowało, bo nie jestem z Wrocławia a z dojazdy ktoś przecież musiał płacić. W tym przypadku byłem ja, ale teraz nie żałuje tego, bo przeżyłem wspaniałą przygodę:.

Spotkania językowe zaliczam, jak dla mnie za nie potrzebne. Znam w miarę dobrze angielski, i posiadam duży zasób słówek. Lecz innym te zajęcia bardzo pomogły, nauczyli się nowych zwrotów i słówek, jednym słowem przydało im się. Zajęcia psychologiczne to już inna para skarpetek. Bardzo przydatne, myślę ze każdy wyniósł z nich cos pożytecznego. Uważam ze powinno być ich troszeczkę więcej. Ale to są tylko moje spostrzeżenia.

Co do organizacji wyjazdu miałbym kilka zastrzeżeń. Pierwszym było brak wiedzy na temat naszego miejsca zamieszkania, co było w ogóle nie do przyjęcia. Gdzie jadę, co tam jest, co trzeba wziąć? Kiedyś brak takiej wiedzy sprawił, że połowy rzeczy nie wziąłem, bo nikt nie powiedział ze akuratnie będę ich potrzebował, ale da się przeżyć. Drugim błędem było niedopracowane wyjazdu. Chodzi mi głównie o środek transportu, żeby tłuc się 26 godzin autobusem, to już troszeczkę przesada, skoro można skorzystać z samolotu, którego loty są z Wrocławia prosto do Londynu. Cena biletu lotniczego jak na tamten czas była minimalnie droższą niż autobus, a komfort podroży i czas przelotu o wiele wiele wyższy. Tak wiec szkoła organizując kolejna wyprawę studentów powinna wziąć to pod uwagę.

Podroż jakoś minęła, dotarliśmy do celu. Na dworcu w Torquay już czekali na mnie wiec nie było żadnego problemu z dotarciem do miejsca zamieszkania.

Domek, w którym mieliśmy był przeznaczony na "masówkę" tzn. był przystosowany do przyjmowania typowo studentów. Właściciele mieszkali na parterze, a do dyspozycji studentów było cale pierwsze i drugie piętro. A piętrze były 3 pokoje, łazienka z prysznicem i osobna ubikacja. Na drugim były 2 pokoje i kuchnia tylko do dyspozycji studentów. Warunki mieszkaniowe oceniam na naciągane średnie. W pokojach łóżka dla każdego, szafa (w nie, których wnęka w ścianie z kołkiem, na którym można było wieszać rzeczy), umywalka, małe biureczko i przenośna suszarnia:. U właścicieli była pralka z mogliśmy korzystać, wiec z praniem nie było najmniejszego problemu, no może był, bo mogliśmy korzystać z niej jak i z kuchenki gazowej, miedzy 18 a 20. W kuchni było nawet ciekawie, tostery dwa, krzywa lodówka, zamrażarka, miniaturowy stolik, kilka stołków, zlewozmywak, trochę szafek, telewizor, wideo, potargane sofy, fotel i wspaniała kuchenka, której nie zapomnę do końca mego życia. Można sobie wyobrazić małą przenośną kucheneczkę z dwoma palnikami, która żeby się rozgrzać potrzebowała sporo czasu. A tu wszyscy, czyli jakieś 7 osób, chce ugotować obiad. Koszmar, ale jakoś dawaliśmy rade. Lecz później zaczęły się problemy z ta kuchenka, a nasi właściciele nie byli zbytnio chętni do współpracy. Jak cos się powiedziało, ze cos nie pasuje, to efekt był dopiero po kilku dniach bądź wcale. Drugim problemem, który nas dręczył, to byli współlokatorzy, którzy nie sprzątali po sobie. Ale jakoś wytrzymaliśmy to, a na koniec jak zostaliśmy już sami wiec nie było już żadnych problemów.

Praca, która nam zaproponowano znajdowała się 7 mil od naszego miejsca zamieszkania. Dojeżdżaliśmy autobusem, a co za tym idzie, musieliśmy kupować bilety, co 3 tyg. Był to najlepsze rozwiązanie, no jak później się okazało, musiałem zapłacić z własnej kieszeni, bo nie starczyłoby mi pieniędzy na jedzenie. Miejsce pracy było bardzo fajne, zgodne z moimi oczekiwaniami. Robiliśmy to, co potrzeba, atmosfera była bardzo przyjemna. Wszyscy byli bardzo mili i uprzejmi. Jeśli chodzi o nasz język, to jak cos nie mogłem zrozumieć, to potrafili spokojnie wytłumaczyć tak ze człowiek mógł zrozumieć:. Nie spotkało mnie nic złego będą w pracy. Bym powiedział ze wprost przeciwnie, poznałem wielu wspaniałych ludzi, z którymi na dzień dzisiejszy utrzymuje kontakty. Jednym słowem w pracy było super.

Zacznę teraz temat naszego partnera w Anglii. Po tym, co się wydążyło, dziękuje, że nie musiałem korzystać z ich usług. Jak słyszałem, nie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Jak mieli cos załatwić, to mówili, że zajmą się tym jutro, tak wiec nie robili nic. Na przyszłość nie polecam współpracy z ta organizacja. A po drugie, sporo biorą za swoje usługi.

Miejsce, w które pojechałem, czyli Torquay, jest wspaniałym miejscem. Wolny czas spędzałem wychodząc nad wybrzeże i wycieczki wzdłuż wybrzeża. Niekiedy spotykaliśmy się wspólnie i wraz z innymi robiliśmy różne rzeczy takie jak: wspólne imprezki, oglądanie filmów czy tez wycieczki. Właśnie sobie przypomniałem, ze największym problemem, na jaki natrafiliśmy to był brak Internetu w domu. Ale przy pomocy odpowiedniego sprzętu i umiejętności informatyka nie sprawiało nam to później problemu:, gdyż mięliśmy już własny:.

To chyba było by wszystko. Pewnie chciałem więcej tutaj zawrzeć, ale ze wglądu na swoja cudowna pamięć, po prostu zapomniałem. Podsumowując to wszytko, co tutaj zawarłem, to chciałem powiedzieć, ze nie żałuje, że pojechałem na te praktyki. Mimo wielu przeciwności związanym z przygotowaniem i naszym zakwaterowaniem, milo będę wspominał czas spędzony w Anglii. Polecam wszystkim taka wyprawę, jest to coś, co pozostaje długo w pamięci.

Kornel

Przede wszystkim raport z wyjazdu na zagraniczne praktyki zawodowe, chciałbym rozpocząć od bardzo przykrego zdarzenia. Mianowicie od organizacji owych praktyk. Niestety, ale z przykrością muszę przyznać że wszystko było zorganizowane w sposób fatalny, byliśmy niedoinformowani i wszystko zmieniało się z dnia na dzień, o fakcie że wszystko było organizowane o jakieś 4 miesiące za późno to już nawet nie wspomnę. Pominę jednak organizację u nas w szkole i przejdę może nieco dalej. Kolejny bardzo przykry element to podróż do Anglii. Niestety, ale powiedzmy sobie szczerze, żyjemy w XXI wieku, i po to ludzie wymyślili samoloty aby nimi latać. Z miłą chęcią zapraszam osoby które wpadły na ten genialny pomysł do podróży trwającej 28 godzin w autokarze wypełnionym do ostatniego miejsca.

No i chyba na tym zakończę narzekanie. Od samego przyjazdu do Anglii, pomijając element tęsknoty za domem, czułem się tam bardzo dobrze. Rodzina (a dokładniej mówiąc : facet w ilości 1) z którą mieszkałem była jak najbardziej w porządku. Miałem takie szczęście że właściciel mieszkania to zagorzały fan footballu, tak więc miałem okazje nie jednokrotnie prowadzić z nim dyskusję na bardzo ciekawe tematy.

Jeżeli chodzi o pracę, to uważam że Training Partnership trafił idealnie. Dostałem się do świetnej firmy, w której mało tego że byłem traktowany jak w pełni wartościowy pracownik to w dodatku firma podeszła do mnie z pełnym zaufaniem. Miałem możliwość pracy przy bardzo dużych bazach danych, miałem możliwość wprowadzenia teorii w życie. Oprócz tego nauczyłem się nowego języku programowania. Jeżeli chodzi więc o pracę w Wielkiej Brytanii jestem z niej bardzo zadowolony. Robiłem dokładnie to czym chciałbym się zajmować w przyszłości, otrzymałem możliwość nauczenia się wielu nowych rzeczy.

Jeżeli chodzi o całość stażu, uważam że trwał on niestety za długo, o jakieś 1,5 miesiąca. Myślę że 2 miesiące to byłby idealny czas spędzony w Wielkiej Brytanii, natomiast po 2 miesiącach, człowiek zaczyna tęsknić tak bardzo że traci już motywację w pracy (z resztą kto by nie stracił po 2 miesiącach pracy za darmo), i troszeczkę zaczyna mu się dłużyć.

Jeżeli chodzi o organizację na miejscu przez training partnership to w moim przypadku wszystko było jak najbardziej w porządku. W co tygodniowych spotkaniach panie dbały abyśmy poznawali nowych ludzi i nowe kultury, także naprawdę nie czułem nic z tych rzeczy co przedstawili moi niezadowoleni "koledzy". Jeżeli chodzi o sam pobyt w Anglii, było naprawdę super. Trafiłem do bardzo fajnego miejsca, otrzymałem bardzo fajne zakwaterowanie i pracowałem w wymarzonej firmie. O trzymałem wyjątkową możliwość szlifowania swojej wiedzy teoretycznej jak i praktycznej, jak i treningu języka angielskiego. Z tym niestety było troszkę gorzej, gdyż pracowałem w jednej firmie z 3 polskimi studentami (również z WSiZ Copernicus), co z jednej strony sprawiło że czuliśmy się w pracy bardzo dobrze w swoim gronie, a z drugiej strony było bardzo dużym minusem, gdyż przez cały dzień w pracy mówiliśmy w języku polskim, a co za tym idzie, nie miałem możliwości szlifować języka angielskiego (nie w takiej mierze jak bym sobie tego życzył).

Cały staż uważam naprawdę za wspaniałą i fascynującą przygodę która pozostanie w mojej pamięci na całe życie :).

Myślę chyba, że nawet jestem gotowy po raz pierwszy powiedzieć że gdybym miał możliwość cofnąć czas i podjąć decyzję o wyjeździe jeszcze raz - to na chwilę obecną mogę powiedzieć że bym pojechał (do niedawna uważałem inaczej).

Z uwagi na zmiany które zaszły w szkole i na pojawienie się na odpowiednich stanowiskach odpowiednich ludzi (pan Śliwa, pan Popkowski), myślę że te praktyki będą o niebo lepsze od poprzednich :) Dlatego jeżeli ktoś zastanawia się czy warto - myślę że warto.

Niezależnie od tego jak źle by nie było, zawsze mogło być jeszcze gorzej, co wiem po przykładach moich niezadowolonych "kolegów".

Piotr

Parę miesięcy temu pojawiła się informacja w szkole - staż za granicą. Pomyślałem fajnie 15 tygodni za granicą, nowe doświadczenia, można język podszlifować a czas wakacyjny i miejscowość też super bo na Angielskiej riwierze - palmy plaża itp. - przyjemne z pożytecznym. Ale zaraz potem wątpliwości jak będzie, czy podołam, jak poradzę sobie z językiem, trzeba wyjechać za granice zostawić Polskę. Pewnie każdy z nas miał takie wątpliwości. Cieszę się że znalazły się osoby, które przemówiły mi do rozsądku i dokonałem tego wyboru. W żadnym wypadku nie żałuję. To tak gwoli wstępu a teraz to o czym ma być ten raport.

Organizacja - co mi się podobało a co irytowało i nie dawało spokoju. Od samego początku organizacja wszystkiego przyprawiała mnie o ból głowy. Jestem w stanie zrozumieć, że to był pierwszy raz jak Copernicus organizował coś takiego i jakoś to znosiłem . W swoim życiu staram się dopinać wszystko na ostatni guzik i mieć wszystko pod kontrolą, więc strasznie drażniły mnie motywy typu: nie wiemy, a może jutro będzie wiadomo. Przecież ja i Kornel dostaliśmy vouchery w ostatni dzień przed wyjazdem. No ale ok. tak jak pisałem to był pierwszy raz, a po drugie wszyscy starali się pomóc i odpowiadali nam na pytania więc OK.

Z przygotowania językowego jestem zadowolony - dzięki niemu przypomniałem sobie wiele a i nauczyłem się wielu nowych słów - ale nie oszukujmy się to przygotowanie było jedynie namiastką tego co było potem w Anglii. Prawdziwa nawałnica nowych słówek, zwrotów itp. Ale inaczej nie mogło to wyglądać. Bardzo podobały mi się zajęcia z panią psycholog. Sądzę, że pomogły wielu osobom przełamać się, ułatwiły wyrażanie myśli a przede wszystkim pozwoliły na lepsze poznanie się. Szczerze mówiąc nigdy nie przeżyłem czegoś takiego jak na tym spotkaniu. Dziwiłem się momentami jak p. psycholog mówiła o czymś i czułem się jakby mnie dobrze znała i mówiła dokładnie o mnie. Było też parę innych zaskakujących dla mnie momentów, ale to już pozostawiam sobie. To spotkanie dało mi wiele satysfakcji.

A teraz mały przeskok dalej. Organizacja wyjazdu. Było ok. - mogło być lepiej. Szkoda, że to nie samolot ale cóż. Pewnie i tak niektórzy by się nie zmieścili do samolotu z bagażami tak jak na przykład ja. A to wszystko przez to, że jestem zapobiegliwy i wywiozłem z domu trochę rzeczy za dużo - jak się później okazało. Trochę mogę mieć tu za złe uczelni, że jakoś nie mogli mnie dokładnie poinformować jakie będzie wyposażenie mieszkań gdzie mieliśmy przebywać, a odpowiedzi "no przecież nie jedziecie Państwo do buszu" jakoś średnio do mnie przemawiały - ale to może wina mojego stylu życia i zapobiegliwości.

W czasie przejazdu Wrocław - Londyn nie wynikły żądne przykre niespodzianki. Jedynie co przeszkadzało to długość podróży. Przykra sprawa wynikła w Londynie, ze względu na oblegane dosyć linie National Express. Po prostu nie starczyło nam biletów na autobus, którym mieliśmy zaplanowany przejazd z Londynu do miejsca zakwaterowania. Niestety nie każdy posiada kartę, która umożliwia zapłacenie przez Internet za rezerwację i skończyło się na tym że wyjechaliśmy z Londynu z około 4 godzinnym opóźnieniem albo i większym dokładnie nie pamiętam. W każdym bądź razie dotarliśmy na miejsce około północy. Właściciel już na nas czekał. Pojechaliśmy do domu. Wtaszczyliśmy walizki i podstawowe pytanie - można wziąć kąpiel - usłyszeliśmy tak - ciekawe bo następnego dnia pojawiła się kartka na drzwiach łazienki, że jesteśmy bardzo proszeni o kąpanie się w miarę możliwości do godziny 23.00 bo pod łazienką jest pokój dzieci.

Wchodząc na temat zakwaterowania i warunków mieszkaniowych mogę przytoczyć znane pewnie wszystkim powiedzenie "nie było tak, że nie mogłoby być lepiej" ale mogło być gorzej więc po prostu było normalnie. Tak więc do rzeczy. Właściciele typowo nastawieni na przyjmowanie studentów. Dom parter i dwa piętra - jedynie parter zajęty przez właścicieli. Na pierwszym piętrze trzy pokoje dla studentów, na drugim dwa. Co do trzeciego pokoju na pierwszym piętrze to ciekawa sprawa bo tworzył się (był tapetowany itp.) szybko przed przyjazdem Roberta, ale niestety właściciele się nie wyrobili i Robert musiał zadomowić się u nas na jedną noc na podłodze. Warunki w pokojach jak dla studentów w Polsce. Łóżko, szafa, komoda, umywalka i koniec. Beż żadnych fajerwerków. Wyposażenie kuchni choć dosyć bogate wołało o pomstę do nieba. Porozdzierane siedzenia, lodówka bez nóżki, krzesła barowe wysokości stolika - jak jeść siedząc na czymś takim. Do tego jeszcze z początku bardzo niechlujni współmieszkańcy z Hiszpanii - zostawiali sterty nie umytych naczyń i wszystko zachlapane olejem - oni wszystko smażą na głębokim oleju - ohyda. Ale jak wyjechali jak to się mówi chata wolna - no może prawie - w końcu właściciele na dole. Niestety na temat łazienki nie można także mówić w superlatywach ponieważ łazienka była w fazie wykańczania - jedna ściana jedynie regips jeszcze strasznie krzywo poprzykręcany a od umywalki wystawały jedynie rurki a umywalki brak. A propos umywalki jak już wszedłem na ten temat - Anglia to dziwny kraj - kto anglików pokarał oddzielnymi kurkami. Na jednym końcu umywalki kurek z lodowatą wodą, na drugim z wrzątkiem lub niekiedy z niczym bo często bywało że zamiast wody leciało powietrze, ale wystarczyło chwile poczekać i wszystko wracało do normy - a jak ktoś nie uważał to później najwyżej mógł się iść przebrać.

Kontakt z właścicielami całkiem w porządku - chociaż w sumie ograniczony znacznie ponieważ oni mieli swoje sprawy a my swoje, zresztą tak jak napisałem byliśmy dla nich sposobem na zarobek a nie gośćmi. Inni uczestnicy stażu mieli lepiej lub gorzej ale to już na pewno opiszą w swoich raportach. Niektórzy byli traktowani jak syn czy córka jednym słowem jak rodzina, inni jak niechciani goście.

Praca.

Stawiałem duże wymagania zakładowi w którym miałem odbywać staż. Cieszę się bardzo, że się nie zawiodłem. To było coś - coś z prawdziwego zdarzenia. Dokładnie tak jak sobie wyobrażałem. Sam nie wiem od czego zacząć pisanie. Najlepiej zacznę od początku. Zostaliśmy przyjęci bardzo miło. Już w pierwszy dzień zrobili nam zdjęcia i obiecali przepustki, abyśmy mogli poruszać się po budynku, bo wszędzie drzwi z zamkami magnetycznymi i czytnikami. Było nam bardzo miło że wszyscy są do nas nastawieni przyjaźnie i że starają się nam pomóc znaleźć się w nowej sytuacji i w nowym otoczeniu.

Dzięki takiemu zachowaniu załogi działu informatycznego szybko poczuliśmy się jak pracownicy, jak nierozłączna część ekipy. Na początku dostawaliśmy mało absorbujące zadania jak stworzenie inwentaryzacji przełączników w całym urzędzie. Nabiegaliśmy się z laptopem podłączając się do każdego przełącznika i odczytując dane, ale było to niezłe posunięcie naszego przełożonego bo poznaliśmy rozkład pomieszczeń i ludzie przyzwyczaili się do naszej obecności. Były to przełączniki 3com czyli trochę inne niż posiadane przez szkołę Cisco na których praktykujemy na zajęciach Akademii Cisco ale szybko je rozgryźliśmy - pierwsze nowe doświadczenie zawodowe zdobyte. Potem było tylko lepiej. Ze względu iż miałem za sobą I część praktyk odbytą w Polsce dotyczącą budowy i projektowania sieci, szczerze się ucieszyłem jak zostaliśmy członkami zespołu zajmującego się wykonaniem i wdrożeniem projektu Pojedynczej Platformy Serwerowej. Po prostu zadecydowane zostało, że system Novell Netware zostanie zastąpiony przez Microsoft Windows i Active Directory. Związane z tym zadania były dla nas świetnym polem do zdobycia nowych doświadczeń i swoistym poligonem doświadczalnym ponieważ większość rzeczy odbywała się w wydzielonym laboratorium testowym. Często bywało, że dostawaliśmy zadanie do wykonania ale co do jego rozwiązania dostawaliśmy wolną rękę. Nauczyliśmy się podejmować racjonalne decyzje, robić miarodajne porównania, przedstawiać swoje racje. Nauczyliśmy się korzystać w szczególności z oprogramowania Microsoft System Management Server 2003. Spędziliśmy dużo czasu z Royem i Ewanem rozgryzając, testując możliwości, próbując kolejne dodatki i poprawki. Nad wszystkim czuwał niezastąpiony Gary F. Nauczyliśmy się instalować od podstaw system operacyjny Microsoft Windows 2003 Server oraz właśnie wspomniane powyżej oprogramowanie SMS 2003. Zdobyliśmy praktyczne doświadczenie z zakresu inwentaryzacji sprzętu komputerowego, tworzenia obrazów systemów, dystrybucji aplikacji i aktualizacji za pomocą SMS 2003.

W pracy była istnie przyjacielska atmosfera, wszystko z żartem, bez zbędnych grymasów. Aż chciało się pracować.

Na koniec pobytu usłyszeliśmy od całej ekipy działu informatycznego mnóstwo ciepłych słów na temat wykonanej przez nas pracy. Padło też stwierdzenie, że dzięki nam przekonali się, że przyjmowanie studentów na staż jest bardzo dobrym pomysłem i że na pewno w przyszłości będą to kontynuować. Obecnie dalej utrzymujemy kontakt z kierownikiem projektu, który przesyła do nas zapytania w rodzaju a jak to zrobiliście bo nam nie chce działać.

Krzysztof